A A A

PRZESZKODY NA DRODZE

O przejazdach kolejowych Wydawałoby się, że niezauważenie przejazdu kolejowego jest niemożli­we. A jednak praktyka wykazuje, że wydarzają się na nich wypadki. Dlaczego? Dlatego, że kierowcy są nieuważni, niedoświadczeni, nad­miernie i niepotrzebnie ryzykują i nie zachowują podstawowych zasad bezpiecznej jazdy. Na głównych liniach kolejowych przejazdy zabezpieczone są dodatkowo czerwonymi światłami. Jeżeli światła te szybko pulsują, niewątpliwy to znak, że do przejazdu zbliża się pociąg. Jeżeli zaś nie ma światła, nie ryzykujmy przejazdu bez starannego upewnienia się, czy można to bezpiecznie uczynić. Brak światła może wskazywać na uszko­dzenie instalacji ostrzegającej przed pociągiem. Jeżeli na naszej drodze napotkamy przejazdy zamykane półro­gatką, to znaczy drągiem zamykającym tylko prawą połowę jezdni, pod żadnym pozorem nie objeżdżamy zapory po lewej stronie, lecz spokojnie czekajmy, aż zapora zostanie podniesiona. Miejmy zawsze na uwadze, że zamykanie przejazdu kolejowego może być zawodne z powodu uszkodzenia zdalnie kierowanego mecha­nizmu lub zwykłego niedbalstwa obsługi i traktujmy nie tylko przejazd nie strzeżony, ale i każdy przejazd strzeżony z podniesionymi zaporami wielce podejrzliwie, szczególnie gdy widoczność na boki, na tory, jest utrudniona lub ograniczona. Przed wjechaniem na przejazd kolejowy tak przygotujmy sa­mochód, aby uniknąć zatrzymania na torach, gdyż kryje ono potencjalne niebezpieczeństwo. Zmieńmy zatem bieg na odpowiadający konkretnej prędkości jazdy i jeśli przed nami jedzie inny samochód, to zachowajmy od niego taki odstęp, abyśmy mogli przejechać przez tory bez zatrzyma­nia nawet wtedy, gdy poprzedzający pojazd zatrzyma się zaraz zś torami. Jeżeli takiego odcinka wolnej drogi nie ma, zaczekajmy z wjeżdżaniem na przejazd, aż się utworzy dostateczny odstęp. W czasie ciemności przejeżdżamy przez przejazd na światłach mijania, aby nie utrudniać pracy kolejarzom. Jeżeli oczekujemy przed przejazdem, przełączamy światła drogowe na światła pozycyjne, które z kolei przy ruszaniu zmieniamy na światła mijania. Największe niebezpieczeństwo grozi przy przejeżdżaniu przez nie strzeżone przejazdy kolejowe podczas mgły, w której można nie zauważyć znaków ostrzegawczych, a po wjechaniu na tory - świateł nadjeżdżającego pociągu. Trudno jest udzielić skutecznej rady, jak postę­pować w takich wyjątkowo niebezpiecznych okolicznościach. Jedno jest tylko pewne: żadna, największa przezorność nie będzie dostateczna nć tyle, aby całkowicie gwarantować bezpieczeństwo. Żaden też regulamin ani przepis nie da takiej gwarancji. Miejmy to na uwadze i stosujmy wszystkie możliwe środki ostrożności. W każdym razie, jeżeli już zdecydowaliśmy się wjechać na przejazd, przejedźmy przez tory możliwie najszybciej, ale tak, aby nie uszkodzić samochodu na garbach i wybojach. Gdyby silnik z jakichkolwiek przyczyn zatrzymał się na przejeź­dzie kolejowym, nie traćmy głowy i spróbujmy go uruchomić w normal­ny sposób. Jeżeli nie ruszy w ciągu najwyżej kilku sekund, wyjdźmy szybko z samochodu i zepchnijmy go z torów. Jeżeli będzie to samochód ciężarowy i zepchnięcie go nie będzie łatwe, włączmy pierwszy bieg i próbujmy na włączonym rozruszniku przejechać tych kilka metrów do bezpiecznego miejsca. W każdym jednak przypadku zwracajmy baczną uwagę na tory, aby w ostateczności ratować się ucieczką. Jeżeli na przejeździe kolejowym zostanie unieruchomiony au­tobus lub inny pojazd wiozący ludzi, należy czym prędzej usunąć pasaże­rów z pojazdu i z przejazdu i nigdy nie ryzykować prób uruchomienia silnika w pojeździe pełnym ludzi, nie zawsze orientujących się w powa­dze sytuacji. Jeżeli przed zamkniętym przejazdem kolejowym zbierze się kilka pojazdów, stojących jeden za drugim, to nie wolno zajmować miejsca obok nich, wysuwając się w ten sposób na czoło. Trzeba stanąć w kolejce zgodnie z zasadą, że kto pierwszy przyjechał, ten pierwszy ma prawo odjechać. Dopiero po przejechaniu przejazdu możemy wyprze­dzać jadących przed nami. Na przejeździe wyprzedzanie jest zabronione. Niektórzy kierowcy usiłują przejechać ukośnie przez szyny kolejowe, poprzeczne garby i wystające mostki. W tym celu wykonują oni tuż przed przejazdem (lub mostkiem) ostry skręt, przejeżdżają ukoś­nie przez szyny, a następnie znów ostrym skrętem wyprowadzają samo- chód na prostą. .... Taki manewr przy znaczniejszej prędkości niejednokrotnie koń­czył się w rowie. Znacznie lepiej po prostu zwolnić do takich granic, aby przejazd prostopadle przez szyny nie był szkodliwy. Jeżeli nawet przeje­dziemy w ten sposób zbyt szybko, to samochód zostanie wprawdzie podrzucony, a resory nadmiernie obciążone mogą ulec uszkodzeniu, ale pojazd nie utraci prostego kierunku jazdy. Natomiast przy ukośnym przejeżdżaniu ta sama prędkość może spowodować wyrzucenie samo­chodu z drogi na bok, silny poślizg boczny oraz inne, bardzo nieprzyjem­ne i niebezpieczne skutki.Tajemnica za wzgórzem Gdy jedziemy w falistym terenie napotykamy mniejsze i większe wzgórza i pagórki. Gdy zbliżamy się do ich wierzchołków droga staje się dla nas na chwilę niewidoczna. Kryje to w sobie wielkie niebezpieczeństwo, gdyż z przeciwnej strony może środkiem jechać pojazd lub znajdować się nieoczekiwana przeszkoda, jak np. naprawa drogi, wyrwa, zwalone drzewo itp. Co czyni doświadczony kierowca? Przede wszystkim przewidu­je niebezpieczeństwo i wzmaga ostrożność. Najgorsze jest czołowe zderzenie z „nieprzytomnym ryzykantem", który może nieoczekiwanie i wbrew wszelkim nakazom rozsądku wyjechać zza wierzchołka pośrod­ku drogi lub wręcz po niewłaściwej stronie. Dlatego konieczne jest zadanie sobie „na zapas" pytania, co uczyniłbym, gdyby zaistniała taka sytuacja, i przygotowanie się do wykonania uniku w prawo, w pole, do rowu, w parkan płotu, byle tylko zapobiec zderzeniu. Dlaczego nie można w takiej sytuacji wykonać uniku w lewo? Rozumujmy logicznie: jeżeli ryzykant z przeciwka znalazł się na naszej połowie jezdni, to widocznie zjechał w lewo, aby wyprzedzić inny pojazd i nie zdążył powrócić na swą prawą stronę. Jeżeli więc skręcilibyśmy w lewo, wpadlibyśmy wprost na pojazd, przed chwilą przez niego wyprzedzony. Dlatego, aby w tej sytuacji uniknąć zderzenia, robimy unik tylko w prawo, nigdy w lewo! Aby zmniejszyć niebezpieczeństwo do minimum, doświadczo­ny kierowca dojeżdżając do wierzchołka wzgórza trzyma się jak najbliżej prawej krawędzi jezdni, nie wyprzedza, nie zatrzymuje nigdy samocho­du i jest przygotowany na spotkanie każdej niewiadomej sytuacji. W nocy niebezpieczeństwo zaskoczenia jest mniejsze, gdyż reflektory samochodów rzucają snopy świateł, które widoczne są z obu stron wzgórza jako jasna poświata. Dopiero gdy dojeżdżamy do wierz­chołka wzgórza, snopy świateł odrywają się od nawierzchni jezdni i świecą w powietrze, a my nic nie widzimy, co dzieje się na jezdni za wierzchołkiem. W takim przypadku dobre wyniki daje zmiana świateł drogowych na światła mijania, które oświetlą drogę w dole za wierzchoł­kiem. Gdy samochód zacznie już zjeżdżać ze wzniesienia, wtedy znów włączamy światło drogowe.Słońce poprzez drzewa Jeżeli w lecie jedziemy drogą, przy której rosną drzewa, a słońce świeci z boku, to zauważymy, że jest ona pocięta poprzecznymi, na przemian jasnymi i ciemnymi pasami. Przy szybszej jeździe te ciągłe zmiany oświetlenia męczą oczy i wywołują senność. Dobrze jest wtedy założyć ciemne okulary, które złagodzą kontrasty. Jeżeli okularów nie mamy, to trzeba zmrużyć oczy i odsunąć głowę nieco do tyłu. W takich warunkach trudno jest zauważyć znaki ostrzegawcze i drogowskazy, jak również drobne przeszkody, dołki, kamienie i inne przedmioty znajdujące się w zacienionych pasach drogi.