A A A

NIEBEZPIECZEŃSTWA NA SZOSIE

Jeżeli prowadzimy stale ten sam samochód, to dobrze znamy wszelkie jego odgłosy i wonie. Wiemy, jak stuka łańcuch skrzyni ładunkowej i jak odczuwa się woń rozgrzanego silnika. Wszelkie obce odgłosy i obce wonie powinny działać alarmująco. Stuk w przodzie samochodu powi­nien nasuwać przypuszczenie o obluźnieniu się zderzaka lub amortyzato­ra, a stuk w silniku powinien zmuszać do dokładniejszego zbadania przyczyny. Skrzyp w kole powinien zwracać uwagę na być może nie dokręconą lub zluzowaną nakrętkę. Woń rozgrzanej gumy powinna ostrzegać, że coś nie jest w porządku z instalacją elektryczną, a woń smażącego się oleju - że nieszczelny jest przewód olejowy w silniku, zaś woń dymu - niebezpieczeństwo. Pewnie gdzieś coś się pali. Doświadczony kierowca nigdy nie lekceważy obcych odgło­sów i woni, wychodząc ze słusznego założenia, że „nie ma dymu bez ognia". Dlatego też nie zaniedbuje obserwacji i w przypadku stwierdze­nia oznak nienormalności zatrzymuje samochóód i ustala przyczynę. Takie postępowanie niejednokrotnie uchroni go przed groźnymi następ­stwami. Przy szybkiej jeździe słychać coraz bardziej wzmagający się szum wywołany przez uderzanie bieżnika opon o nawierzchnię jezdni. Szum ten, przybierający niekiedy rozmiary przykrego hałasu zmienia się w zależności od rodzaju nawierzchni jezdni. Nie trzeba zatem od razu szukać przyczyny hałasu w silniku lub w elementach podwozia, jeżeli nie wyeliminowało się szumu opon. Szum wydawany przez opony zmienia się nie tylko w zależności od rodzaju nawierzchni jezdni, ale i od jej stanu.Na suchej jezdni jest zazwyczaj słabszy, a na mokrej - znacznie mocniej­szy. Wprawny kierowca potrafi po tym rozpoznać nawet w nocy, czy jedzie na jezdni suchej, czy też wjechał na odcinek mokry.Drugim odgłosem, który nie powinien wzbudzać zaniepokoje­nia, jest świst lub gwizd powietrza wywołany przez wystające części nadwozia. Szczególnie przykry gwizd pojawia się przy pewnym uchyle­niu obrotowej szybki wentylacyjnej. Może być on też powodowany przez lusterko boczne, a w szczególności przez „etażerkę", czyli bagażnik umocowany na dachu. Cienkie pręty tego bagażnika wydają podczas szybkiej jazdy niesamowite gwizdy i jęki, peszące mało doświadczonych kierowców, podejrzewających jakieś bliżej nie określone uszkodzenie samochodu. Również odchylające się w czasie szybkiej jazdy piórka wycieraczek wydają nieprzyjemny i męczący gwizd. Rada jest tu jedna: zamknąć okna. Wtedy we wnętrzu nadwozia będzie cisza i spokój; nie będzie męczących szumów i gwizdów; wpadające przez otwarte okna powietrzne wiry nie będą „urywać głowy" i zmuszać do coraz to innej zmiany otwarcia okien w związku ze zmianami kierunków jazdy. Do­świadczony kierowca, nawet podczas dużych upałów, jeżeli jedzie szyb­ko, zamyka okna i korzysta wyłącznie z wywietrzników, w jakie zaopatrzo­ny jest każdy nowoczesny samochód. Przy okazji należy zaznaczyć, że w czasie szybkiej jazdy otwarcie okien powoduje powstawanie silnych zawirowań powietrza, zwiększają­cych poważnie opory, a więc zmniejszających prędkość samochodu i powiększających zużycie paliwa. Jeżeli szyba okna jest uchylona, słyszymy szum przy przejeż­dżaniu obok przedmiotów znajdujących się blisko jezdni, jak parkany, słupy, sztachety, poręcze mostu itp. Nagłe pojawienie się tych odgłosów, niekiedy bardzo silnych, jest szczególnie szokujące w nocy, gdy nie widzimy dokładnie, obok czego przejeżdżamy. Nie trzeba się przejmo­wać tymi odgłosami. W pewnych okolicznościach mogą nawet pomóc w zorientowaniu się w drodze. Przegrzanie się silnika, grzanie się nie zluzowanego hamulca ręcznego, wrzenie wody w chłodnicy z powodu nadmiernie zasłoniętego wlotu powietrza, zwarcie w instalacji elektrycznej możemy wykryć i usta­lić węchem na podstawie obserwacji i szybkiego, lecz logicznego wnio­skowania. Należy jednak odróżniać wonie i swędy mające źródło w na­szym samochodzie od wdzierających się z zewnątrz. W szczególności należy orientować się, czy swąd dymu lub spalenizny nie dobiega na przykład z pola, na którym palą się łęciny ziemniaków, z rozpalonego ogniska, z parowozu, którego tor jazdy przecięliśmy, z kominów zakładu przemysłowego, obok którego przejeżdżamy, lub z innego źródła zewnę­trznego. Z zewnątrz mogą pochodzić także takie wonie, jak woń gazu świetlnego lub siarkowodoru w pobliżu gazowni lub huty, specyficzne wonie otaczające garbarnie, wytwórnie sztucznego jedwabiu, cemen­townie, cukrownie, przetwórnie mączki rybnej, zakłady ceramiczne itp. Najłatwiej jest zorientować się, że wonie te nie pochodzą z naszego samochodu, gdy odczekamy chwilę; wówczas stwierdzimy, że już po kilkuset metrach zniknęły.Odrętwienie psychiczne Jedna z odmian groźnego stanu wywołanego zmęczeniem jest odrętwie­nie psychiczne, dobrze znane kierowcom prowadzącym samochody przez wiele godzin bez przerwy. W pewnych warunkach jazdy, szczegól­nie w dzień, przy jaskrawym oświetleniu słonecznym i błyszczących ozdobach na masce silnika, jak również w nocy przy silnym oświetleniu drogi reflektorami; kierowca zaczyna powoli jakby zasypiać, ale z otwar­tymi oczami, nie tracąc świadomości. Wpada on w pewnego rodzaju fizyczne i psychiczne odrętwienie i traci wolę. Umysł pracuje normalnie, ale mózg nie może przekazać swych rozkazów mięśniom ciała, ponieważ komórki nerwów przekazujących są wyczerpane. Wola jest jakby sparali­żowana i kierowca jedzie przed siebie nie mogąc zatrzymać samochodu, skręcić, dać sygnału. W takiej groźnej sytuacji jedynie wielkim wysiłkiem woli można przerwać ten niezwykły i tak niebezpieczny stan. Otrzeźwić może również jakieś gwałtowne niebezpieczeństwo lub silny impuls z zewnątrz, krzyk, huk, błysk, ból. Takiemu nagłemu przerwaniu odrętwienia towarzyszy zawsze bardzo silny wstrząs psychiczny niezwykle przykry, aczkolwiek pożyteczny dla sprawy bezpieczeństwa. Zapobieganie odrętwieniu jest takie samo, jak zapobieganie senności. Chodzi jedynie o to, by kierowca rozpoczął akcję zapobiegaw­czą natychmiast przy pojawieniu się zapowiedzi odrętwienia, gdyż później może już nie mieć dostatecznie silnej woli. Używanie ciemnych (ale nie niebieskich) akularów nieco zmniejsza niebezpieczeństwo pod­dania się odrętwieniu psychicznemu. Niektórzy kierowcy nie przeciwdziałają skutecznie senności lub odrętwieniu, gdyż wstydzą się przyznać do tego stanu przed swymi pasażerami. Takie postępowanie jest po prostu głupotą, gdyż narażają przez to na nieszczęście nie tylko siebie, ale także pasażerów. Doświad­czony kierowca nie tylko niezwłocznie zawiadomi o skłonności do zaśnięcia lub do odrętwienia, ale także poprosi o pomoc w postaci ożywionej rozmowy. Jeżeli poprawa nie nastąpi, kierowca niezwłocznie zatrzyma samochód i, przeprosiwszy za krótką przerwę w jeździe, zdrzemnie się kilkanaście minut. Nawet najkrótsza drzemka orzeźwi go i umożliwi dalszą bezpieczną jazdę w ciągu dłuższego czasu.Taka już jest natura ludzka, że człowiek nie uwierzy w gorące, jeżeli się nie sparzy. To znane powiedzenie daje się szczególnie dobrze zastosować do kierowców. Kandydat na kierowcę, po przejściu egzaminu i otrzymaniu prawa jazdy, jeździ przez pierwsze kilkadziesiąt kilometrów powoli i os­trożnie, ale z każdym kilometrem nabiera wprawy i pewności siebie. Po sześciu miesiącach uważa się już za mistrza, a po roku nie widzi na całym świecie kierowcy lepszego od siebie. Teraz dopiero „mistrz" zaczyna być niebezpieczny. Brak długoletniej praktyki, szerszej wiedzy i doświadcze­nia w wielu groźnych i trudnych sytuacjach powoduje, że w krytycznej chwili traci on głowę i popełnia błąd za błędem. Na ogół świeżo upieczeni kierowcy nie powodują wypadków, gdyż jeżdżą przesadnie ostrożnie i bardzo oględnie, starając się o ścisłe zachowanie przepisów drogowych. Tak przebywają pierwsze kilka tysię­cy kilometrów, nabierając coraz więcej wprawy, ale również ucząc się nieprzestrzegania niewygodnych niekiedy przepisów. Dopiero po prze­jechaniu około dziesięciu tysięcy kilometrów młody stażem kierowca zaczyna czuć się na tyle pewnie „za kółkiem", że daje się łatwo ponieść niewczesnej fantazji i w swej zarozumiałości świadomie dopuszcza do ryzyka. Ten właśnie okres praktyki, od dziesięciu do pięćdziesięciu, a nawet i osiemdziesięciu tysięcy kilometrów, jest najbardziej niebezpie­czny. Kierowca stał się „mistrzem" we własnym mniemaniu i zaczął coraz bardziej lekceważyć zasady bezpiecznej jazdy. Jest to dobrze znany objaW „samochodowej wody sodowej" w głowie kierowcy. Prawdziwi mistrzowie kierowcy twierdzą, że kierowca uczy się całe życie prowadze­nia samochodu, a im więcej się nauczy, tym więcej jeszcze widzi braków w swoich umiejętnościach. Pamiętajmy o tej wielkiej prawdzie.